Poczułam, jak igła wbija mi się w ciało, jednak nie to było najgorsze. Gdy tylko Bajamonte odrzucił pustą strzykawkę, zrobiło mi się słabo. W jednej chwili rozbolała mnie głowa i zebrało mi się na wymioty. to za
- C-co się...? - wyjąkałam, opuszczając głowę.
- Teraz, ładnie wyśpiewasz wszystko co wiesz. Masz dokładnie... - zaczął Bajamonte. - Pięć minut - warknął, górując nade mną. - W przeciwnym razie... Nie dostaniesz odtrutki.
Spojrzawszy w górę, zobaczyłam, jak się szczerzy. Nagle jednak zaatakował go Buster... a przynajmniej tak mi się wydawało, bo wilk wyglądał inaczej niż mój znajomy (jakby co, Noir go nie rozpoznawała). Atakujący miał czarną sierść i łapy poowijane bandażami, a z okolic jego piersi wydobywało się cyjanowe światło. Zaczęli coś mówić, ale przestałam rozumieć słowa. W uszach zaczęło mi dudnić, a obraz powoli się rozmazywał... Aż nagle, tuż przede mną, dostrzegłam Bustera z jakąś fiolką w łapach.
- B-buster? Co się... - zaczęłam, ale basior mi przerwał.
- Wypij to... - szepnął, podając mi buteleczkę. Po chwili wahania chwyciłam fiolkę i zaczęłam wypijać zawartość. Miała obrzydliwy smak, ale z każdym łykiem czułam się coraz lepiej. W uszach przestało mi dudnić, głowa już mnie nie bolała, a obraz na nowo się wyostrzył. Upewniwszy się, że nic już nie zostało, odrzuciłam buteleczkę na bok.
- Jak się czujesz? - zapytał Buster, przyglądając mi się uważnie.
- O ile ktoś nie nafaszeruje mnie dzisiaj kolejnym świństwem, wszystko będzie super - odparłam, uśmiechając się. - Dzięki za pomoc.
Nawet jeśli Buster chciał coś jeszcze powiedzieć, przerwał mu jęk pokiereszowanego Bajamonte. Był przyciśnięty do ściany, z kilku miejsc na jego ciele wypływała krew i wyglądał, jakby miał coś złamane. Wpatrywał się w Bustera wyczekująco.
- No dalej - warknął do niego wyzywająco. - Masz, czego chciałeś. Dlaczego mnie nie zabijesz?
- Możesz się nam przydać - stwierdził mój towarzysz spokojnie. - Chcielibyśmy wiedzieć, jak naprawdę się nazywasz, dla kogo pracujesz i co obejmuje "druga część planu"?
- Skąd przekonanie, że pracuję dla kogoś? - zapytał Bajamonte.
- Nie wygłupiaj się, podsłuchaliśmy cię w lesie - wtrąciłam się.
- Czyli jednak... - mruknął jakby do siebie, a potem dodał głośniej: - A skąd przekonanie, że wam odpowiem?
- Bo w przeciwnym razie Cassandrze się coś stanie - odpowiedział Buster z triumfującym uśmieszkiem.
- Proszę, nic jej nie róbcie - wyszeptał leżący basior. Pierwszy raz zadrżał mu głos.
- To odpowiedz na nasze pytania. Kim jesteś, dla kogo pracujesz i co to za plan?
- Nazywam się Nero... Pracuję dla wrogów tej watahy... bo zabrali jednego z moich szczeniaków... Plan polegał na przejęciu tych terenów, wymordowaniu lub porwaniu wszystkich członków... Ja naprawdę nie chciałem tego robić! Ale oni porwali mojego synka. Mojego synka...
W tej chwili Bajamonte, czy też raczej Nero, zaniósł się płaczem. Nie wiem dlaczego, ale słowa pojawiające się nad jego głową wydały mi się napisane w jakiś łagodniejszy sposób. Musiałam się powstrzymywać, żeby nie zacząć go pocieszać.
<Buster?>
środa, 16 sierpnia 2017
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
Od Bustera CD Noir
Wciąż stałem wpatrzony w tą dwójkę. Jakby nigdy nic, malowali na płótnie... Znużony ciągłym siedzeniem w krzakach położyłem się na ziemi, wciąż uważnie wpatrując się w basiora. Z nudów zacząłem bawić się złotym wisiorkiem... Dostrzegłem ruch Bajamonte. Odsunął się od płótna, zapewne po to, żeby dobrać kolejną farbę. I tak dla pewności wolałem przyszykować się do ataku. O dziwo, nie podszedł do pudełka, w którym posiadał kolorowe mieszanki. Zbliżył się do jednej z szafek, w której skrywał jakieś dziwne fiolki. W ciągu kilku sekund nabrał do strzykawki jednego z płynów. Szykował się do skoku na wilczycę, dostrzegłem to...
- Noir, za tobą! - krzyknąłem, w mgnieniu oka wyskakując z krzaków.
Z miejsca rzuciłem się w ich stronę, lecz... Basior już wbijał "to coś" w szyję wilczycy. Zamarłem dostrzegając jak odrzuca pustą strzykawkę na bok, a Noir widocznie opuszcza głowę.
- C-Co się... - wydukała.
- Teraz, ładnie wyśpiewasz wszystko co wiesz. Masz dokładnie... - spojrzał na zegarek. - Pięć minut - warknął, wciąż stojąc nad nią. - W przeciwnym razie... Nie dostaniesz odtrutki - wyszczerzył się szeroko.
Nie powiedział nic więcej. Pod wpływem negatywnych emocji przybrałem postać demona. Wgryzłem się od tyłu w jego kark, po czym z całej siły cisnąłem nim o ścianę. Uderzył głową w skalny kąt, przez co z jego głowy zaczęła cieknąć krew. Zanim zdążył się podnieść, już stałem nad nim wlepiając w niego swoje jasnoniebieskie ślepia.
- Gadaj gdzie jest odtrutka... - warknąłem, o wiele grubszym głosem niż zwykle.
Przyłożyłem do jego gardła ostre jak brzytwy pazury.
- Ani mi się śni... - wydukał, krztusząc się własną krwią.
- Gadaj, bo w przeciwnym razie...
- Co mi zrobisz...? - powiedział wyraźnie prześmiewczym tonem. - Ześlesz na siebie przekleństwo, pod postacią moich ludzi...
Warknąłem kilka przekleństw w jego kierunku, po czym ponownie podniosłem go za szyję i uderzyłem o kant ściany. Zaczął wyć bardziej z bólu... Nie zamierzałem zaprzestać swoich tortur. Czekałem na wyraźną odpowiedź.
- Kontynuuj...
- Jest gdzieś w tym pomieszczeniu - wyszczerzył się słabo. - Więcej ci..
Przed nim pojawił się obraz. Wniknąłem w jego umysł... Posiadał siostrę. Przeszukiwałem głębiej... Widocznie bardzo mu na niej zależało. Nie minęło następne dziesięć sekund, a już posiadałem wszystkie informacje o niej...
- Mów dalej... W przeciwnym razie, ona zginie na twoich oczach. Zostawię cię przy życiu, ale tylko po to, żebyś codziennie w koszmarach musiał przyglądać się jej śmierci. Ten widok będzie cię męczył, gdy tylko na chwilę przymkniesz oczy. A osobiście dopilnuję, żebyś dożył starości w tych mękach - wymruczałem, przedstawiając mu widok.
Cassandra, bo tak się nazywała, przytulająca do siebie swoje szczeniaki. Otoczona została przez zgraję podobnych do mnie wilków.
- Przestań! - wydarł się.
- Gadaj... - wymruczałem mu do ucha, szczerząc się szeroko.
- Niebieska fiolka... - wydukał, wskazując łapą na tą samą komodę. - Całość, wypić... - jego głos wyraźnie się załamywał.
Huh, pewnie dlatego, że moje pazury wbiły się w jego brzuch. Przybiłem go do ściany kilkoma, mocnymi uderzeniami. Jeszcze się przyda do czegoś...
Wróciłem do swojej normalnej postaci, po czym szybko wykonałem wszystkie czynności. Zbliżyłem się do wilczycy, otwierając butelkę.
- B-Buster... Co się..
- Wypij to... - wyszeptałem, podając jej fiolkę.
<Noir?>
- Noir, za tobą! - krzyknąłem, w mgnieniu oka wyskakując z krzaków.
Z miejsca rzuciłem się w ich stronę, lecz... Basior już wbijał "to coś" w szyję wilczycy. Zamarłem dostrzegając jak odrzuca pustą strzykawkę na bok, a Noir widocznie opuszcza głowę.
- C-Co się... - wydukała.
- Teraz, ładnie wyśpiewasz wszystko co wiesz. Masz dokładnie... - spojrzał na zegarek. - Pięć minut - warknął, wciąż stojąc nad nią. - W przeciwnym razie... Nie dostaniesz odtrutki - wyszczerzył się szeroko.
Nie powiedział nic więcej. Pod wpływem negatywnych emocji przybrałem postać demona. Wgryzłem się od tyłu w jego kark, po czym z całej siły cisnąłem nim o ścianę. Uderzył głową w skalny kąt, przez co z jego głowy zaczęła cieknąć krew. Zanim zdążył się podnieść, już stałem nad nim wlepiając w niego swoje jasnoniebieskie ślepia.
- Gadaj gdzie jest odtrutka... - warknąłem, o wiele grubszym głosem niż zwykle.
Przyłożyłem do jego gardła ostre jak brzytwy pazury.
- Ani mi się śni... - wydukał, krztusząc się własną krwią.
- Gadaj, bo w przeciwnym razie...
- Co mi zrobisz...? - powiedział wyraźnie prześmiewczym tonem. - Ześlesz na siebie przekleństwo, pod postacią moich ludzi...
Warknąłem kilka przekleństw w jego kierunku, po czym ponownie podniosłem go za szyję i uderzyłem o kant ściany. Zaczął wyć bardziej z bólu... Nie zamierzałem zaprzestać swoich tortur. Czekałem na wyraźną odpowiedź.
- Kontynuuj...
- Jest gdzieś w tym pomieszczeniu - wyszczerzył się słabo. - Więcej ci..
Przed nim pojawił się obraz. Wniknąłem w jego umysł... Posiadał siostrę. Przeszukiwałem głębiej... Widocznie bardzo mu na niej zależało. Nie minęło następne dziesięć sekund, a już posiadałem wszystkie informacje o niej...
- Mów dalej... W przeciwnym razie, ona zginie na twoich oczach. Zostawię cię przy życiu, ale tylko po to, żebyś codziennie w koszmarach musiał przyglądać się jej śmierci. Ten widok będzie cię męczył, gdy tylko na chwilę przymkniesz oczy. A osobiście dopilnuję, żebyś dożył starości w tych mękach - wymruczałem, przedstawiając mu widok.
Cassandra, bo tak się nazywała, przytulająca do siebie swoje szczeniaki. Otoczona została przez zgraję podobnych do mnie wilków.
- Przestań! - wydarł się.
- Gadaj... - wymruczałem mu do ucha, szczerząc się szeroko.
- Niebieska fiolka... - wydukał, wskazując łapą na tą samą komodę. - Całość, wypić... - jego głos wyraźnie się załamywał.
Huh, pewnie dlatego, że moje pazury wbiły się w jego brzuch. Przybiłem go do ściany kilkoma, mocnymi uderzeniami. Jeszcze się przyda do czegoś...
Wróciłem do swojej normalnej postaci, po czym szybko wykonałem wszystkie czynności. Zbliżyłem się do wilczycy, otwierając butelkę.
- B-Buster... Co się..
- Wypij to... - wyszeptałem, podając jej fiolkę.
<Noir?>
poniedziałek, 7 sierpnia 2017
Od Noir CD. Bustera
Ostrożnie wzięłam przedmiot od Bajamonte i przyjrzałam mu się z bliska, udając znawcę. Przez nieco dłuższy czas obracałam kryształ, oglądając go z każdej strony. Naszyjnik został wykonany starannie, a kamień szlachetny istotnie był piękny. Miałam właśnie obejrzeć dokładniej jego połączenie ze srebrnym naszyjnikiem, gdy minerał rozbłysnął błękitnym blaskiem.
- Może już mi go lepiej oddaj... - wymruczał niezadowolony Bajamonte, wyciągając łapę po swoją własność. Ostrożnie podałam mu kryształ, a potem cofnęłam się o krok.
- Przepraszam... - powiedziałam, spoglądając przelotnie na stojącego naprzeciw basiora.
- Nic nie szkodzi. On tak czasem robi... kiedy zbytnio się nagrzeje - odparł mój gospodarz. - Odniosę go w ciemne miejsce, żeby się ochłodził i zaraz wracam.
Kiwnęłam głową na znak zgody, a Bajamonte poszedł w głąb jaskini, zapewne po to, by porozmawiać z tym swoim szefem. Cóż... Idealna okazja do rozejrzenia się po jego jaskini.
Cicho podniosłam się i podeszłam do stojącego pod ścianą niedużego kuferka. Nie miał żadnych zabezpieczeń, więc ostrożnie podniosłam wieko. W środku, na słomie, leżało kilka fiolek z podejrzanie wyglądającą zawartością. Czyżby trucizna?
- Buster? - wyszeptałam. - Ma tu chyba jakąś truciznę... Bez odbioru.
Ostatnie słowa wypowiedziałam szybko, zamykając kuferek i odsuwając się od niego. Usłyszałam kroki Bajamonte, a bardzo nie chciałam, by zastał mnie myszkującą w jego jaskini. Na szczęście basior ozdobił ściany kilkoma obrazami, toteż zaczęłam przyglądać się jednemu z nich.
- Wybacz za tą sytuację - zwrócił się do mnie wilk, gdy był już kilka kroków ode mnie.
- Nie ma sprawy - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem. - Masz naprawdę ładną kolekcję obrazów.
- Nie chcę się chwalić, ale sam je malowałem - mruknął Bajamonte, odwracając wzrok. Słowa nad jego głową... Nie podobały mi się. Litery były co prawda staranne, ale i jakby ostre, kryjące w sobie jakiś mrok.
- Naprawdę? Masz olbrzymi talent! - wykrzyknęłam. - Sama trochę maluję, ale w porównaniu z twoimi obrazami... moje nie mają szans.
- Jestem pewien, że jakieś mają - zaprotestował mój gospodarz. - Mam farby, kilka pędzli i płótna, jeśli chcesz, możemy coś namalować.
- W sumie... chętnie.
~~~
Nałożyłam na płótno kolejną warstwę farby. Malowałam zachód słońca, który stanowił tło dla dwóch idących po łące wilków. W trakcie oczekiwania, aż farba wyschnie, zaczęłam płukać pędzel, aby nie pomieszać kolorów. Bajamonte chodził po całej jaskini, szukając jakiegoś konkretnego odcienia. Na jego płótnie widać już było delikatne zarysy wilczego portretu. Przyjrzałam mu się uważniej. To chyba byłam ja...
- Noir, za tobą! - usłyszałam w słuchawce głos Bustera. Odwróciłam się, by zobaczyć, jak Bajamonte skacze w moją stronę z zabójczym błyskiem w krwistoczerwonych oczach.
<Buster? Wybacz, że tak długo>
- Może już mi go lepiej oddaj... - wymruczał niezadowolony Bajamonte, wyciągając łapę po swoją własność. Ostrożnie podałam mu kryształ, a potem cofnęłam się o krok.
- Przepraszam... - powiedziałam, spoglądając przelotnie na stojącego naprzeciw basiora.
- Nic nie szkodzi. On tak czasem robi... kiedy zbytnio się nagrzeje - odparł mój gospodarz. - Odniosę go w ciemne miejsce, żeby się ochłodził i zaraz wracam.
Kiwnęłam głową na znak zgody, a Bajamonte poszedł w głąb jaskini, zapewne po to, by porozmawiać z tym swoim szefem. Cóż... Idealna okazja do rozejrzenia się po jego jaskini.
Cicho podniosłam się i podeszłam do stojącego pod ścianą niedużego kuferka. Nie miał żadnych zabezpieczeń, więc ostrożnie podniosłam wieko. W środku, na słomie, leżało kilka fiolek z podejrzanie wyglądającą zawartością. Czyżby trucizna?
- Buster? - wyszeptałam. - Ma tu chyba jakąś truciznę... Bez odbioru.
Ostatnie słowa wypowiedziałam szybko, zamykając kuferek i odsuwając się od niego. Usłyszałam kroki Bajamonte, a bardzo nie chciałam, by zastał mnie myszkującą w jego jaskini. Na szczęście basior ozdobił ściany kilkoma obrazami, toteż zaczęłam przyglądać się jednemu z nich.
- Wybacz za tą sytuację - zwrócił się do mnie wilk, gdy był już kilka kroków ode mnie.
- Nie ma sprawy - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem. - Masz naprawdę ładną kolekcję obrazów.
- Nie chcę się chwalić, ale sam je malowałem - mruknął Bajamonte, odwracając wzrok. Słowa nad jego głową... Nie podobały mi się. Litery były co prawda staranne, ale i jakby ostre, kryjące w sobie jakiś mrok.
- Naprawdę? Masz olbrzymi talent! - wykrzyknęłam. - Sama trochę maluję, ale w porównaniu z twoimi obrazami... moje nie mają szans.
- Jestem pewien, że jakieś mają - zaprotestował mój gospodarz. - Mam farby, kilka pędzli i płótna, jeśli chcesz, możemy coś namalować.
- W sumie... chętnie.
~~~
Nałożyłam na płótno kolejną warstwę farby. Malowałam zachód słońca, który stanowił tło dla dwóch idących po łące wilków. W trakcie oczekiwania, aż farba wyschnie, zaczęłam płukać pędzel, aby nie pomieszać kolorów. Bajamonte chodził po całej jaskini, szukając jakiegoś konkretnego odcienia. Na jego płótnie widać już było delikatne zarysy wilczego portretu. Przyjrzałam mu się uważniej. To chyba byłam ja...
- Noir, za tobą! - usłyszałam w słuchawce głos Bustera. Odwróciłam się, by zobaczyć, jak Bajamonte skacze w moją stronę z zabójczym błyskiem w krwistoczerwonych oczach.
<Buster? Wybacz, że tak długo>
niedziela, 6 sierpnia 2017
Od Rina Cd. Felhő
Prawie już znalazłem tego demona, jednak za każdym razem kiedy byłem coraz to bliżej, trop się urywał, tak jakby tajemniczy osobnik, teleportował się w inne miejsce. Tak też było teraz, znowu straciłem jego ślad lecz tym razem poczułem się jakoś dziwnie. Niepokój...
Rozejrzałem się dookoła. Zauważyłem wiele nagrobków i szybko ogarnąłem gdzie się znajduję. Cmentarz... Miejsce gdzie teoretycznie powinno być dużo duchów i istot po za ziemskich... Otaczała mnie intrygująca cisza, którą przerwał stłumiony skowyt. Zaskoczony zacząłem nasłuchiwać, wyłapując przy tym czyjś szloch. Każda partia moich mięśni napięła się i powoli zacząłem iść za odgłosem cichego szlochu. Ku mojemu zaskoczeniu, doprowadził mnie do znajomej wilczycy, która również spojrzała na mnie zaskoczona, dalej zalewając się łzami.
- Felhő...? - Wydusiłem z siebie zdumiony.
Czułem dziwną aurę bijącą od wadery, co mnie trochę niepokoiło. Zmrużyłem oczy i wpatrywałem się uważnie w wilka stojącego przede mną. Nagle kąciki ust wilczycy uniosły się w kpiącym uśmieszku.
- Doprawdy interesujące... - Nagle Felhő przemówiła obym głosem. Jednak ten głos nie był mi tak bardzo obcy... - Co teraz zrobisz... Rin?
Z mojego gardła wydobyło się stłumione warknięcie i gwałtownie przygwoździłem waderę do ziemi, na co dusza będąca w niej, zaśmiała się. No tak... Z tego punktu widzenia, rzuciłem się na Felhő, a nie na Akurę. Ich dusze są złączone, są w jednym ciele. Cholera...
Odsunąłem się na bok i wziąłem głęboki wdech. Cały czas obserwowałem ciało wilczycy, które teraz tak naprawdę nie należało do niej, tylko do tego demona. Zdenerwowany tym wszystkim przemieniłem się i przybrałem swoją prawdziwą formę. Od razu zmarszczyłem brwi i ścisnąłem mocno palce na pochwie miecza. Nie mogę atakować, gdyż zabiję wtedy oboje... Jedynym rozwiązaniem jest wyciągnięcie z ciała Felhő, duszy Akury...
Uśmiechnąłem się od nosem i nagle w mojej dłoni pojawił się gruby sznur.
- Nie wiesz na co się piszesz Akura... - Zamruczałem, oblizując wargi...
< Felhő? :3 >
Rozejrzałem się dookoła. Zauważyłem wiele nagrobków i szybko ogarnąłem gdzie się znajduję. Cmentarz... Miejsce gdzie teoretycznie powinno być dużo duchów i istot po za ziemskich... Otaczała mnie intrygująca cisza, którą przerwał stłumiony skowyt. Zaskoczony zacząłem nasłuchiwać, wyłapując przy tym czyjś szloch. Każda partia moich mięśni napięła się i powoli zacząłem iść za odgłosem cichego szlochu. Ku mojemu zaskoczeniu, doprowadził mnie do znajomej wilczycy, która również spojrzała na mnie zaskoczona, dalej zalewając się łzami.
- Felhő...? - Wydusiłem z siebie zdumiony.
Czułem dziwną aurę bijącą od wadery, co mnie trochę niepokoiło. Zmrużyłem oczy i wpatrywałem się uważnie w wilka stojącego przede mną. Nagle kąciki ust wilczycy uniosły się w kpiącym uśmieszku.
- Doprawdy interesujące... - Nagle Felhő przemówiła obym głosem. Jednak ten głos nie był mi tak bardzo obcy... - Co teraz zrobisz... Rin?
Z mojego gardła wydobyło się stłumione warknięcie i gwałtownie przygwoździłem waderę do ziemi, na co dusza będąca w niej, zaśmiała się. No tak... Z tego punktu widzenia, rzuciłem się na Felhő, a nie na Akurę. Ich dusze są złączone, są w jednym ciele. Cholera...
Odsunąłem się na bok i wziąłem głęboki wdech. Cały czas obserwowałem ciało wilczycy, które teraz tak naprawdę nie należało do niej, tylko do tego demona. Zdenerwowany tym wszystkim przemieniłem się i przybrałem swoją prawdziwą formę. Od razu zmarszczyłem brwi i ścisnąłem mocno palce na pochwie miecza. Nie mogę atakować, gdyż zabiję wtedy oboje... Jedynym rozwiązaniem jest wyciągnięcie z ciała Felhő, duszy Akury...
Uśmiechnąłem się od nosem i nagle w mojej dłoni pojawił się gruby sznur.
- Nie wiesz na co się piszesz Akura... - Zamruczałem, oblizując wargi...
< Felhő? :3 >
czwartek, 27 lipca 2017
Od Zeah cd Exan
– Żartuję! – uśmiechnęłam się. Wprawdzie było to wymuszone, ale wyszło mi naprawdę... realistycznie? – Nie ma problemu. To gdzie idziemy?
– Jakaś plaża? – choć na niego nie patrzyłam, bo uparcie odwracałam wzrok, byłam pewna, że uśmiecha się sam do siebie. – Albo jezioro...
– To może jezioro. – wybełkotałam szybko, poprawiając grzywkę.
Wstałam i niemal wybiegłam z jaskini basiora. Po paru metrach zwolniłam, wpatrzona w szare niebo. Coś czuję, że zacznie padać. Jak nie będzie to burza. W sumie, lubię oglądać pioruny... kiedy nie jestem w ich zasięgu.
Nie chciałam jednak nic mówić i postanowiłam iść za Exanem, kroczącym z stronę jakiegoś-tam-przypadkowego-nieznanego-mi jeziora.
Nie rozmawialiśmy aż do dotarcia do celu spaceru. Zdołała zerwać się porywisty wiatr, a przynajmniej tylko ja go czułam, bowiem towarzyszący mi basior nie reagował ani nie wspomniał nic o tym.
Chmury na razie nie przepuściły ani jednej kropli deszczu, więc obeszliśmy jezioro, po czym usiedliśmy na powalonym pniu.
– Nadal jestem na ciebie wściekła za te spalone futro, żeby nie było wątpliwości. – mruknęłam niby od niechcenia.
< Exan? >
OwO Mocno naciągane,ale zawsze coś x.x
– Jakaś plaża? – choć na niego nie patrzyłam, bo uparcie odwracałam wzrok, byłam pewna, że uśmiecha się sam do siebie. – Albo jezioro...
– To może jezioro. – wybełkotałam szybko, poprawiając grzywkę.
Wstałam i niemal wybiegłam z jaskini basiora. Po paru metrach zwolniłam, wpatrzona w szare niebo. Coś czuję, że zacznie padać. Jak nie będzie to burza. W sumie, lubię oglądać pioruny... kiedy nie jestem w ich zasięgu.
Nie chciałam jednak nic mówić i postanowiłam iść za Exanem, kroczącym z stronę jakiegoś-tam-przypadkowego-nieznanego-mi jeziora.
Nie rozmawialiśmy aż do dotarcia do celu spaceru. Zdołała zerwać się porywisty wiatr, a przynajmniej tylko ja go czułam, bowiem towarzyszący mi basior nie reagował ani nie wspomniał nic o tym.
Chmury na razie nie przepuściły ani jednej kropli deszczu, więc obeszliśmy jezioro, po czym usiedliśmy na powalonym pniu.
– Nadal jestem na ciebie wściekła za te spalone futro, żeby nie było wątpliwości. – mruknęłam niby od niechcenia.
< Exan? >
OwO Mocno naciągane,ale zawsze coś x.x
wtorek, 18 lipca 2017
Od Bustera CD Noir
Co chwilę wychylałem się zza krzaków, aby ocenić sytuację... Jak na razie toczyła się między nimi spokojna rozmowa na temat przyszłości i kilku innych pierdół.
- Zabójstwo, którego nie popełnił... - mruknąłem pod nosem, sam do siebie.
Świetny kit, który mógłby wcisnąć pierwszemu, lepszemu wilkowi - lecz nie nam, gdyż my znamy prawdę. Gdy tylko Noir próbowała bardziej wniknąć w jego przeszłość, basior natychmiastowo zmieniał temat.
- Dlaczego chcesz tak dużo o mnie wiedzieć...? - zapytał niepewnie, biorąc kęs kolejnego herbatnika.
Wychyliłem delikatnie pysk zza krzaków, żeby lepiej przyjrzeć się sytuacji. Wilczyca z flirciarskim uśmiechem zbliżyła się do basiora. Wciąż będąc w ruchu, delikatnie przejechała swą łapą po karku basiora. Ten lekko się wzdrygnął, lecz nie minęła zaledwie chwila, a znów był tak samo rozluźniony co wcześniej.
- Wiesz... Na tych terenach żadko można spotkać takich przystojnych samców... - wyszeptała mu do ucha.
- Huh, co ty nie powiesz... Ja również nigdzie nie widuję takich wilczyc jak ty... - złapał haczyk niemalże od razu.
Noir chyba właśnie w tym momencie wcieliła w życie swój plan. Z tego co mogłem dostrzec, wykorzystała swoje kilka zdolności na raz, przy okazji dokładnie skanując wzrokiem ukryty komunikator basiora.
- Skąd masz taki piękny kamień szlachetny!? - odskoczyła, widocznie sztucznie zaskoczona.
- Dostałem go od... - zawiesił na chwilę głos - błąd. Chyba każdy normalny wilk zorientowałby się, że kłamie. - Od ojca. Tak w sumie, to bardziej wujka... Takie tam - zaczął mu się plątać język.
- Mogę obejrzeć? Błagam!!! W domu posiadam całą kolekcję kamieni szlachetnych, lecz tak pięknego jeszcze nie widziałam! - chyba się nie połapał, że jej udawany zachwyt był widocznie wymuszony.
- No dobra, ale uważaj, żeby go nie uszkodzić... - powiedział, niepewnie ściągając z szyi przedmiot.
<Noir?>
- Zabójstwo, którego nie popełnił... - mruknąłem pod nosem, sam do siebie.
Świetny kit, który mógłby wcisnąć pierwszemu, lepszemu wilkowi - lecz nie nam, gdyż my znamy prawdę. Gdy tylko Noir próbowała bardziej wniknąć w jego przeszłość, basior natychmiastowo zmieniał temat.
- Dlaczego chcesz tak dużo o mnie wiedzieć...? - zapytał niepewnie, biorąc kęs kolejnego herbatnika.
Wychyliłem delikatnie pysk zza krzaków, żeby lepiej przyjrzeć się sytuacji. Wilczyca z flirciarskim uśmiechem zbliżyła się do basiora. Wciąż będąc w ruchu, delikatnie przejechała swą łapą po karku basiora. Ten lekko się wzdrygnął, lecz nie minęła zaledwie chwila, a znów był tak samo rozluźniony co wcześniej.
- Wiesz... Na tych terenach żadko można spotkać takich przystojnych samców... - wyszeptała mu do ucha.
- Huh, co ty nie powiesz... Ja również nigdzie nie widuję takich wilczyc jak ty... - złapał haczyk niemalże od razu.
Noir chyba właśnie w tym momencie wcieliła w życie swój plan. Z tego co mogłem dostrzec, wykorzystała swoje kilka zdolności na raz, przy okazji dokładnie skanując wzrokiem ukryty komunikator basiora.
- Skąd masz taki piękny kamień szlachetny!? - odskoczyła, widocznie sztucznie zaskoczona.
- Dostałem go od... - zawiesił na chwilę głos - błąd. Chyba każdy normalny wilk zorientowałby się, że kłamie. - Od ojca. Tak w sumie, to bardziej wujka... Takie tam - zaczął mu się plątać język.
- Mogę obejrzeć? Błagam!!! W domu posiadam całą kolekcję kamieni szlachetnych, lecz tak pięknego jeszcze nie widziałam! - chyba się nie połapał, że jej udawany zachwyt był widocznie wymuszony.
- No dobra, ale uważaj, żeby go nie uszkodzić... - powiedział, niepewnie ściągając z szyi przedmiot.
<Noir?>
poniedziałek, 10 lipca 2017
od Exana cd Zeah
- Żartuję, olejek jest tak mocny, że oparzenie zniknie za moment- powiedziałem i puściłem do niej oczko. Zaśmiałem się. Zeah zmrużyła oczy i zawarczała cicho. Po kilku minutach oparzenia powinny już zniknąć.
- No widzisz, nie było aż tak źle- oznajmiłem i zdjąłem opatrunki z jej ciała.
- Całe szczęście... i jeszcze sierść mi odrosła- powiedziała i szczęśliwa pomachała ogonem- dziękuję...w sumie to twoja wina
- Wiem i bardzo żałuję tego, co zrobiłem- wyznałem i przeszedłem obok niej- widzisz nie było tak źle
- No nie było...
- I w zamian za to, zapraszam cię na spacer, co ty na to?
Zeah długo się zastanawiała, usiadła na chwilę... wpatrywała się w półkę z książkami, siedziała i zastanawiała się nad czymś. Wyglądało to tak, jakby zastanawiała się ile by jedzenia dostała za tą wielką półkę książek.
- Po co ci tak dużo książek?- zapytała
- Jakoś muszę zabić nudę i czas, to co... dasz się namówić?- zapytałem ponownie
Zeah odwróciła.
- Zastanawiam się, czy jesteś wart spaceru ze mną
Zdurniałem do reszty, a świadczyła o tym moja mina.
- Więc?
<Zeah?>
- No widzisz, nie było aż tak źle- oznajmiłem i zdjąłem opatrunki z jej ciała.
- Całe szczęście... i jeszcze sierść mi odrosła- powiedziała i szczęśliwa pomachała ogonem- dziękuję...w sumie to twoja wina
- Wiem i bardzo żałuję tego, co zrobiłem- wyznałem i przeszedłem obok niej- widzisz nie było tak źle
- No nie było...
- I w zamian za to, zapraszam cię na spacer, co ty na to?
Zeah długo się zastanawiała, usiadła na chwilę... wpatrywała się w półkę z książkami, siedziała i zastanawiała się nad czymś. Wyglądało to tak, jakby zastanawiała się ile by jedzenia dostała za tą wielką półkę książek.
- Po co ci tak dużo książek?- zapytała
- Jakoś muszę zabić nudę i czas, to co... dasz się namówić?- zapytałem ponownie
Zeah odwróciła.
- Zastanawiam się, czy jesteś wart spaceru ze mną
Zdurniałem do reszty, a świadczyła o tym moja mina.
- Więc?
<Zeah?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)