Wadera miała piękny tatuaż, nie chciałem się pytać co to. Zechce to powie, a jak nie zechce to nie. Wiatr zerwał się niesłychany, głaskał nasze policzki. Wadera po chwili powiedziała.
- To może ja już pójdę, do zobaczenia
- Czekaj, mogę się zabrać z tobą? Nudzę się
Wadera stała chwilę, wpatrując się we mnie. Jakby się zastanawiała. Ale nad czym się zastanawiała, przecież nikomu nie zawadzam, ani jej. Jednak wadera powiedziała.
- Wiesz co, może innym razem ok
- No dobrze- powiedziałem, ale i tak uśmiechnąłem się do niej. Wskoczyłem ponownie na drzewo, obserwowałem jak wadera odchodzi, zamykam oczy i dokańczam drzemkę.
Gdy się obudziłem, była już piękna noc. Ziewnąłem głośno, rozciągnąłem się i rozejrzałem się zaspanymi oczami. Cholera do tego też czułem nie przyjemny posmak w pysku. Zeskoczyłem więc z drzewa i udałem się do wodopoju, aby wypłukać usta. Przechodząc obok usłyszałem odgłosy, odgłosy sprzeciwu, oburzenia i strachu. Zignorowałem to bo wiem, że to mnie nie dotyczy, a akurat było to blisko wodopoju. Wypłukałem usta, napiłem się i z czystej ciekawości przyszedłem sprawdzić. Było to dwóch basiorów i jedna wadera. Była to Zeah w towarzystwie basiorów których nie znałem, bo alfa mi ich nie przedstawiał, a ja miałem dobrą pamięć do twarzy. Wynurzyłem się z krzaków. Jeden zauważył mnie i odezwał się.
- Ty, patrz... co to za glizda, ej ty... do ciebie mówię, skur***lu!
- Ja?!- wyrwałem zdezorientowany
- Tak, poj***e, ty!- odezwał się drugi
- Co?!- zrozumiałem o co chodzi, więc spróbowałem ich trochę podrażnić
- Głuchy jesteś, sukoje***! Wynoś się stąd!
- Wiesz co, to się robi męczące, myślisz, że takimi odzywkami mnie przestraszysz? Takim zachowaniem udowadniasz, że jesteś żałosną, pustą mendą- powiedziałem nie przejmując się tymi wszystkimi wyzwiskami. Jeden już podszedł już chciał bić...- co będziesz bił, co jesteś mocny w mięśniach... a słaby jesteś w gębie?
- Po gębie to zaraz dostaniesz!- warknął jeden basior i już miał bić. Nie dał mi wyboru. Nie lubiłem się bić, ale najwidoczniej prosił się o to. Uniknąłem ciosu, wydobyły się iskry... zapach spalonego futra, krzyki.
- Na drugi raz pomyśl, zanim uderzysz zanim uderzysz młodszego- burknąłem dziarsko
Rzeczywiście basior który się na mnie rzucił był wysokim, dobrze zbudowanym i raczej starszym ode mnie. Teraz leżał na ziemi, z mocno spalonym futrem i skórą która była rozerwana i widać było ścięte mięso. Wzrok skierowałem na jego towarzysza, Zeah wszystkiemu się przyglądała. Basior najwidoczniej chciał zapanować nad moim ciałem. Moje oczy zapłonęły i rozjaśniły otoczenie. Oczy po prostu świeciły mi wśród mroku.
- Co się dzieje!- warknął obcy basior i spoglądając na swojego towarzysza, zrezygnował i uciekł w popłoch.
Zeah podeszła, obchodząc leżącego basiora szerokim łukiem.
- Kim oni byli?
- Napadli mnie- burknęła zniesmaczona
Miałem do niej dużo pytań, ale nie wiedziałem od czego zacząć...
<Zeah?>
środa, 14 czerwca 2017
niedziela, 11 czerwca 2017
Od Zeah cd Exana
Uśmiechnęłam się smętnie. Właściwie to nawet nie wiem po co tu przyszłam.
Być może chciałam pooglądać tereny, choć dokładnie je znałam. Bo w Podziemiu można zobaczyć wszystko, co jest na górze. A zanim uciekłam, zorientowałam się w terytorium.
Właśnie... Podziemie. Ciekawe, co u Staze i Haze... Od kiedy wyszłam na powierzchnię, straciłam umiejętność wyczuwania emocji siostry.
Potrząsnęłam głową, chcąc wybudzić się z myśli.
— Jesteś tu nowy, Exanie? — zagadnęłam.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na wygląd basiora. Sierść wilka była barwy czerwonej i białej, a oczy, zielone, odbijały promienie słońca. Jego uszy były dziwnie małe, za to ogon – pokaźny. Przewyższał mnie o ledwie parę centymetrów, jednak wciąż musiałam lekko zadzierać głowę.
— Tak. A ty? — padła krótka odpowiedź i niewiele dłuższe pytanie.
— Owszem, dołączyłam parę dni temu. A twoi przodkowie? Jacyś byli w starej watasze sprzed siedemdziesięcioma laty? — Gdyby nie to, że mój ogon był tak długi, że ciągnął się po ziemi, a ruszenie nim było trudne, właśnie bym nim machnęła.
Wiatr dmuchnął prosto w moje czoło. Zmrużyłam oczy, gdy pojedyncze włosy z grzywki wpadły mi do oczu, odsłaniając jednocześnie tatuaż w kształcie faz księżyca.
< Exan? C: >
Być może chciałam pooglądać tereny, choć dokładnie je znałam. Bo w Podziemiu można zobaczyć wszystko, co jest na górze. A zanim uciekłam, zorientowałam się w terytorium.
Właśnie... Podziemie. Ciekawe, co u Staze i Haze... Od kiedy wyszłam na powierzchnię, straciłam umiejętność wyczuwania emocji siostry.
Potrząsnęłam głową, chcąc wybudzić się z myśli.
— Jesteś tu nowy, Exanie? — zagadnęłam.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę na wygląd basiora. Sierść wilka była barwy czerwonej i białej, a oczy, zielone, odbijały promienie słońca. Jego uszy były dziwnie małe, za to ogon – pokaźny. Przewyższał mnie o ledwie parę centymetrów, jednak wciąż musiałam lekko zadzierać głowę.
— Tak. A ty? — padła krótka odpowiedź i niewiele dłuższe pytanie.
— Owszem, dołączyłam parę dni temu. A twoi przodkowie? Jacyś byli w starej watasze sprzed siedemdziesięcioma laty? — Gdyby nie to, że mój ogon był tak długi, że ciągnął się po ziemi, a ruszenie nim było trudne, właśnie bym nim machnęła.
Wiatr dmuchnął prosto w moje czoło. Zmrużyłam oczy, gdy pojedyncze włosy z grzywki wpadły mi do oczu, odsłaniając jednocześnie tatuaż w kształcie faz księżyca.
< Exan? C: >
Od Bustera CD Noir
Znowu, ta sama ciemność. Przejął nade mną kontrolę, wiem o tym. Nie mogłem nic zobaczyć, nic zrobić. Posługiwałem mu jako teleport do świata żywych, podczas gdy on sam był martwy. Za żadne skarby nie potrafiłem się od niego uwolnić, a przez same próby jego ataki się nasilały. O tym demonie dawno zaginął słuch, do czasu, aż znowu nie zszedł na ziemie podczas jednej z pełni. Bezprawnie wkradł się do mojej rodzinnej jaskini i wniknął w moją szczenięcą duszę. Od kilku lat duszę go w sobie, a raczej... To on dusi mnie. Małe światełko zabłysnęło w promieniu kilku metrów. Przyjrzałem się mu... Czy to możliwe, że tak szybko skończył? Może jednak Noir udało się uciec przed szponami tego psychopaty?
***
Otwarłem oczy, biorąc głęboki wdech powietrza. Przyjrzałem się popielatej wilczycy, która stała nade mną i przytrzymywała swoją łapę przy mej piersi. Dyszałem ciężko, lecz w jakiś sposób doznałem ulgi.
- Nie wiem co się stało... - wydukałem. - Lecz strasznie Cię za to przepraszam - powiedziałem, wciąż łapczywie nabierając świeżego powietrza.
Wilczyca odsunęła się na bok, dzięki czemu na spokojnie udało mi się podnieść. Nie potrafiłem jej spojrzeć w oczy - na pewno chciałem ją zabić.
- Kim on jest? - zapytała w sposób niepewny, przyglądając się mojej postaci.
- Demon, który przejmuje nade mną kontrolę w okolicach pełni księżyca... Wtedy "dla zabawy" morduje inne stworzenia żywe za pośrednictwem mojego ciała... Podmienia wygląd zewnętrzny i jak to określam: "wykorzystuje moje życie, do własnych celów" - wyznałem, przysiadając na ziemi. - Między innymi dlatego nikt z mojej rodziny nie stąpa po tej ziemi - westchnąłem cicho. - Nie ma na to żadnego "lekarstwa". Włada on siłą, której na ziemi jeszcze nikt nie okiełznał... - wlepiłem wzrok w skopaną trawę. - Chciał Cię zabić... Jakim cudem udało Ci się go powstrzymać?
<Noir?>
<Noir?>
sobota, 10 czerwca 2017
Od Double
Siedziałam sobie pod drzewem umierając z nudów. Westchnęłam. Gdybym tylko miała jakiegoś znajomego który dotrzymał by mi towarzystwa...
-Dobra, koniec lenistwa.-pomyślałam. Wstałam i postanowiłem iść gdzieś, tam gdzie mnie łapy poniosą. Szłam sobie przez las. Słońce przebijało się przez baldachim liści, wiatr lekko szumiał. Znalazłam jakąś polanę, było tam ciepło. Kwiaty akurat kwitły i pachniały strasznie mocno ale mimo wszystko ładnie. Usiadłam sobie na środku tej polany. Promienie słońca przyjemnie ogrzewały mój grzbiet. Mimo to dalej mi się nudziło. Musiałam przyznać byłam samotna. Wstałam i zaczęłam wracać. Spojrzałam w bok. Zobaczyłam morze. Wiatr był lekki i woda ledwie się ruszała. Weszłam do wody zanurzając część łap. Spojrzałam w swoje odbicie. Stałam tak chwilę patrząc na swój pysk. Jak na mój gust wyglądałam dość przeciętnie. Napiłam się trochę i znowu ruszyłem w drogę powrotną.
Ktoś coś?
-Dobra, koniec lenistwa.-pomyślałam. Wstałam i postanowiłem iść gdzieś, tam gdzie mnie łapy poniosą. Szłam sobie przez las. Słońce przebijało się przez baldachim liści, wiatr lekko szumiał. Znalazłam jakąś polanę, było tam ciepło. Kwiaty akurat kwitły i pachniały strasznie mocno ale mimo wszystko ładnie. Usiadłam sobie na środku tej polany. Promienie słońca przyjemnie ogrzewały mój grzbiet. Mimo to dalej mi się nudziło. Musiałam przyznać byłam samotna. Wstałam i zaczęłam wracać. Spojrzałam w bok. Zobaczyłam morze. Wiatr był lekki i woda ledwie się ruszała. Weszłam do wody zanurzając część łap. Spojrzałam w swoje odbicie. Stałam tak chwilę patrząc na swój pysk. Jak na mój gust wyglądałam dość przeciętnie. Napiłam się trochę i znowu ruszyłem w drogę powrotną.
Ktoś coś?
piątek, 9 czerwca 2017
Od Noir CD. Bustera
Jeśli śniło mi się cokolwiek, to tylko koszmary.
Miałam złe przeczucia. Gdy się obudziłam, czując, że ktoś mną potrząsa, byłam przerażona i zdezorientowana. Przede mną stał czarny basior, którego futro miało białe elementy. Z jednego miejsca na jego piersi biło neonowe błękitnawe światło... Wilk z mojego poprzedniego snu.
- Nie bój się mnie zabić!
Zerwałam się na równe nogi i odskoczyłam od nieznajomego. Jego głos... Wydawał mi się dziwnie, wręcz niepokojąco znajomy...
- B-buster? - wyjąkałam, zerkając ukradkiem na gitarę. Mogłabym uciec, ale wtedy musiałabym ją porzucić... Brakło mi pewności, że będę potrafiła ją zostawić.
- Można tak powiedzieć... - wymruczała postać. - Bardziej jego mroczniejsze wcielenie.
Co ja mam robić? - przemknęło mi przez myśl. Ogonem dotykałam już ściany ciasnej nory. Uciekać, ratować życie i porzucić gitarę czy też zostać i czekać, aż sytuacja sama się rozwiąże? Żadna z opcji nie przypadła mi do gustu.
- A teraz, moja droga, przygotuj się na bolesną śmierć! - wykrzyknął czarny wilk. Poczułam, że zaatakował mój umysł za pomocą telepatii. Po chwili cofnął się o krok, zdziwiony odparciem jego ataku. Skorzystałam z okazji i umknęłam z nory. Daleko jednak nie zabiegłam, bo w ciemności potknęłam się o jakiś korzeń czy kamień i przewróciłam. Wstałam szybko, ale było już za późno. Buster, czy raczej jego... hm... "mroczniejsze wcielenie", już stał obok mnie.
- Zablokowałaś moją moc - szepnął, zbliżając pysk do mojego i wbijając we mnie żądny krwi wzrok. Niewiele myśląc, popchnęłam go i przygniotłam. Moja łapa wylądowała na piersi wilka. Wpierw poczułam chłód i niemalże ból, potem jednak ich miejsce zastąpiło przyjemne ciepło.
- Buster, wiem, że prawdziwy ty wciąż tam jesteś... - szepnęłam.
<Buster?>
Miałam złe przeczucia. Gdy się obudziłam, czując, że ktoś mną potrząsa, byłam przerażona i zdezorientowana. Przede mną stał czarny basior, którego futro miało białe elementy. Z jednego miejsca na jego piersi biło neonowe błękitnawe światło... Wilk z mojego poprzedniego snu.
- Nie bój się mnie zabić!
Zerwałam się na równe nogi i odskoczyłam od nieznajomego. Jego głos... Wydawał mi się dziwnie, wręcz niepokojąco znajomy...
- B-buster? - wyjąkałam, zerkając ukradkiem na gitarę. Mogłabym uciec, ale wtedy musiałabym ją porzucić... Brakło mi pewności, że będę potrafiła ją zostawić.
- Można tak powiedzieć... - wymruczała postać. - Bardziej jego mroczniejsze wcielenie.
Co ja mam robić? - przemknęło mi przez myśl. Ogonem dotykałam już ściany ciasnej nory. Uciekać, ratować życie i porzucić gitarę czy też zostać i czekać, aż sytuacja sama się rozwiąże? Żadna z opcji nie przypadła mi do gustu.
- A teraz, moja droga, przygotuj się na bolesną śmierć! - wykrzyknął czarny wilk. Poczułam, że zaatakował mój umysł za pomocą telepatii. Po chwili cofnął się o krok, zdziwiony odparciem jego ataku. Skorzystałam z okazji i umknęłam z nory. Daleko jednak nie zabiegłam, bo w ciemności potknęłam się o jakiś korzeń czy kamień i przewróciłam. Wstałam szybko, ale było już za późno. Buster, czy raczej jego... hm... "mroczniejsze wcielenie", już stał obok mnie.
- Zablokowałaś moją moc - szepnął, zbliżając pysk do mojego i wbijając we mnie żądny krwi wzrok. Niewiele myśląc, popchnęłam go i przygniotłam. Moja łapa wylądowała na piersi wilka. Wpierw poczułam chłód i niemalże ból, potem jednak ich miejsce zastąpiło przyjemne ciepło.
- Buster, wiem, że prawdziwy ty wciąż tam jesteś... - szepnęłam.
<Buster?>
środa, 7 czerwca 2017
Od Sagema CD Mizu
Nie wiem co się działo... Co mogło się stać... Przyglądałem się czarnej przestrzeni, która nie ukazywała przede mną żadnego obrazu.
- Nie! Nie zostawiłam Cię! Tarkin! Nie zostawiaj mnie! - doszedł do mnie charakterystyczny głos znajomej wilczycy.
Szybko zwróciłem wzrok w jej stronę. Była otoczona przez nieznane mi siły... Starałem się jakoś wyostrzyć wzrok, lecz me starania szybko poszły na marne. Szybko odbiegłem do wilczycy... Działo się z nią coś złego.
- Mizu! Ocknij się! - wykrzyczałem prosto do jej nieobecnych oczu. - To tylko sen! Iluzja! TO SIĘ NIE DZIEJE NAPRAWDĘ! - zwyższyłem ton swoje głosu do granic możliwości.
Wciąż starałem się ją obudzić. Jakimkolwiek dotykiem, szturchnięciem, czy krzykiem. Pochłonął ją jakiś dziwny trans, z którego nie potrafiła wyjść. Jej imię wykrzyczałem już kilkanaście razy, lecz ona nie dawała znaku obecności w tym świecie.
- Braciszku... - wciąż przyglądała się cieniowi, który nie chciał za żadne skarby od niej odejść. - Mamo, tato... Nie chciałam... - przymknęła oczy, a nieznany demon zaczął w nią wnikać.
- MIZU ZBUDŹ SIĘ! - krzyknąłem, już do końca nie wiedząc co robić.
Musiałem jakoś odciągnąć tego ducha od niej. Sagem, myśl! - warknąłem sam do siebie, W jednej chwili pojawiła się przy mnie gwiazda stworzona z gwiazd. Światło oraz niewidzialne pole, od razu odgoniło od nas mrocznego demona. Widać było, że wciąż posiada w sobie jakąś siłę i stara się walczyć... Natężyłem moc jak tylko potrafiłem... Odsunąłem się od Mizu o kilka kroków, tym samym zbliżając się do cienia. W końcu, po mękach czekania, zniknął... Odwołałem tarczę, po czym wróciłem do wadery.
- Tarkin... - wyszeptała ze łzami w oczach. - Zostaw... ZOSTAW MNIE! - z jej gardła wydostał się głośny krzyk.
Przytuliłem do siebie zapłakaną wilczycę, a ta w jednym momencie się ożywiła. Na początku chciała się wyrwać, czułem to... Lecz mimo wszystko, po kilku sekundach padła wtulona w moje futro...
- Mizu... Spokojnie... To tylko złudzenie... - wyszeptałem. - Nic Ci już nie grozi... Nikogo tu nie ma... Spokojnie...
<Mizu? :3>
- Nie! Nie zostawiłam Cię! Tarkin! Nie zostawiaj mnie! - doszedł do mnie charakterystyczny głos znajomej wilczycy.
Szybko zwróciłem wzrok w jej stronę. Była otoczona przez nieznane mi siły... Starałem się jakoś wyostrzyć wzrok, lecz me starania szybko poszły na marne. Szybko odbiegłem do wilczycy... Działo się z nią coś złego.
- Mizu! Ocknij się! - wykrzyczałem prosto do jej nieobecnych oczu. - To tylko sen! Iluzja! TO SIĘ NIE DZIEJE NAPRAWDĘ! - zwyższyłem ton swoje głosu do granic możliwości.
Wciąż starałem się ją obudzić. Jakimkolwiek dotykiem, szturchnięciem, czy krzykiem. Pochłonął ją jakiś dziwny trans, z którego nie potrafiła wyjść. Jej imię wykrzyczałem już kilkanaście razy, lecz ona nie dawała znaku obecności w tym świecie.
- Braciszku... - wciąż przyglądała się cieniowi, który nie chciał za żadne skarby od niej odejść. - Mamo, tato... Nie chciałam... - przymknęła oczy, a nieznany demon zaczął w nią wnikać.
- MIZU ZBUDŹ SIĘ! - krzyknąłem, już do końca nie wiedząc co robić.
Musiałem jakoś odciągnąć tego ducha od niej. Sagem, myśl! - warknąłem sam do siebie, W jednej chwili pojawiła się przy mnie gwiazda stworzona z gwiazd. Światło oraz niewidzialne pole, od razu odgoniło od nas mrocznego demona. Widać było, że wciąż posiada w sobie jakąś siłę i stara się walczyć... Natężyłem moc jak tylko potrafiłem... Odsunąłem się od Mizu o kilka kroków, tym samym zbliżając się do cienia. W końcu, po mękach czekania, zniknął... Odwołałem tarczę, po czym wróciłem do wadery.
- Tarkin... - wyszeptała ze łzami w oczach. - Zostaw... ZOSTAW MNIE! - z jej gardła wydostał się głośny krzyk.
Przytuliłem do siebie zapłakaną wilczycę, a ta w jednym momencie się ożywiła. Na początku chciała się wyrwać, czułem to... Lecz mimo wszystko, po kilku sekundach padła wtulona w moje futro...
- Mizu... Spokojnie... To tylko złudzenie... - wyszeptałem. - Nic Ci już nie grozi... Nikogo tu nie ma... Spokojnie...
<Mizu? :3>
Od Mizu CD Sagem
Zatrzymałam się, zauważając czarny, nie unoszący się dym. Był ledwo widoczny, ale było widać, że w tym otoczeniu, rośliny więdną.
- Jesteśmy blisko... - odpowiedziałam, na jego pytanie. Ten się wychylił spoglądając przed siebie.
- Ja nic nie widzę.
- Słuchałeś mnie? - spojrzałam na niego zirytowana - by zobaczyć mrok, musisz być jak mrok. Albo po prostu - wzięłam trochę ziemi na łapę i narysowałam mu znak na czole - teraz powinieneś widzieć.
- Oho... Pieczęć demonów? - spytał. Wywróciłam oczami.
- Pieczęć widzenia. Czaisz? - warknęłam. Weszłam w głąb lasu. Można było wyczuć co raz większe moce cienia. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w mroczny szum. Po chwili usłyszałam mroczny śmiech. Otworzyłam oczy. To niemożliwe...
- Mizu?
- Morda. - odpowiedziałam twardo. Śmiech wciąż jakby mnie wołał. Pobiegłam w stronę śmiechu, a po chwili wpadłam do jakiejś jaskini, a po chwili spadł na mnie Sagem. Warknęłam wściekła.
- Złaź ze mnie, mamucie!
- EJ! - warknął, schodząc ze mnie. Wstałam, otrzepując się z ziemi. Moje futro zrobiło się szarawe. Przez brud... Gh, znowu będę mieć problem z wyszorowaniem tego futra. Znowu usłyszałam śmiech.
- Słyszałaś to?
- Słyszę to od dłuższego czasu. Mówiłam ci. Mogę słyszeć cienie. Genetycznie to mam, po mamie - rozglądałam się. Poszłam w stronę śmiechu.
- Mizu... - ten głos... To niemożliwe.
- T-Tarkin? - zza mgły wyszedł mój brat...
- Czemu mi to zrobiłaś? - jego ciało zaczęło gnić, niszczyć, zaczynając wyglądać jak zombie - Dlaczego mnie zostawiłaś? PRZEZ CIEBIE ZGINĄŁEM!
- Tarkin... To nie prawda! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA! - cofnęłam się, mając łzy w oczach.
- ZNISZCZYŁAŚ MNIE. Teraz sobie tutaj żyjesz, nie myśląc o mnie... Jesteś nikim.
- Tarkin... - usiadłam z łzami w oczach.
- Jesteśmy blisko... - odpowiedziałam, na jego pytanie. Ten się wychylił spoglądając przed siebie.
- Ja nic nie widzę.
- Słuchałeś mnie? - spojrzałam na niego zirytowana - by zobaczyć mrok, musisz być jak mrok. Albo po prostu - wzięłam trochę ziemi na łapę i narysowałam mu znak na czole - teraz powinieneś widzieć.
- Oho... Pieczęć demonów? - spytał. Wywróciłam oczami.
- Pieczęć widzenia. Czaisz? - warknęłam. Weszłam w głąb lasu. Można było wyczuć co raz większe moce cienia. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w mroczny szum. Po chwili usłyszałam mroczny śmiech. Otworzyłam oczy. To niemożliwe...
- Mizu?
- Morda. - odpowiedziałam twardo. Śmiech wciąż jakby mnie wołał. Pobiegłam w stronę śmiechu, a po chwili wpadłam do jakiejś jaskini, a po chwili spadł na mnie Sagem. Warknęłam wściekła.
- Złaź ze mnie, mamucie!
- EJ! - warknął, schodząc ze mnie. Wstałam, otrzepując się z ziemi. Moje futro zrobiło się szarawe. Przez brud... Gh, znowu będę mieć problem z wyszorowaniem tego futra. Znowu usłyszałam śmiech.
- Słyszałaś to?
- Słyszę to od dłuższego czasu. Mówiłam ci. Mogę słyszeć cienie. Genetycznie to mam, po mamie - rozglądałam się. Poszłam w stronę śmiechu.
- Mizu... - ten głos... To niemożliwe.
- T-Tarkin? - zza mgły wyszedł mój brat...
- Czemu mi to zrobiłaś? - jego ciało zaczęło gnić, niszczyć, zaczynając wyglądać jak zombie - Dlaczego mnie zostawiłaś? PRZEZ CIEBIE ZGINĄŁEM!
- Tarkin... To nie prawda! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA! - cofnęłam się, mając łzy w oczach.
- ZNISZCZYŁAŚ MNIE. Teraz sobie tutaj żyjesz, nie myśląc o mnie... Jesteś nikim.
- Tarkin... - usiadłam z łzami w oczach.
*Trzecia perspektywa*
Sagem razem z Mizu zostali zahipnotyzowani przez głos cieni. Czarny basior, siedział obok białej wadery, ale miał wrażenie, że siedzieli od siebie jakieś trzy światy stąd. Cienie, szykowały się do ich morderstwa. W głąb cieni, w głąb jaskiń i tuneli, siedział największy potwór na świecie. Wadera, która niegdyś była zamknięta w mrocznej waderze, ale po jej śmierci, została uwolniona. Demon, który był chroniony przez już nie żyjące światło. Demon, zamknięty w małej biżuterii...
Darknessa.
<Sagem? Dramat xD>
Darknessa.
<Sagem? Dramat xD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)