sobota, 8 lipca 2017

Od Noir CD. Bustera

Prychnęłam cicho. Może i z polowaniem radzę sobie kiepsko, ale jednak podstawy samoobrony, a nawet trochę więcej, znałam. Z propozycji Bustera zamierzałam skorzystać tylko w ostatecznej ostateczności.
- Dobra, dobra - wymruczałam. - Bez odbioru.
Bajamonte właśnie odwrócił się. Z tacą z dwoma kubkami i dzbankiem herbaty podszedł do stolika, przy którym siedziałam. Postawił naczynia i napar na blacie i poszedł gdzieś jeszcze. W międzyczasie ostrożnie powąchałam gorący płyn ze dzbanka. Miał zapach zwyczajnej herbaty z nutą mięty i sokiem z cytryny, innymi słowy nie pachniał podejrzanie.
Mój gospodarz wrócił po niecałej minucie z miseczką wypełnioną po brzegi herbatnikami.
- Przykro mi, ale na razie nie mam nic więcej - powiedział Bajamonte, siadając naprzeciw mnie. Cóż, mnie osobiście zdziwiło, że cokolwiek miał już w spiżarni, tym bardziej ciastka.
- Ależ nic się nie stało - odparłam, posyłając czarnemu basiorowi słodki uśmiech. Wilk uniósł nieco kąciki pyska i nalał herbaty do obydwu kubków. Ciekawe, skąd on je wytrzasnął? Dostarczył mu je szef czy ma tajną skrytkę w Duat?
- No, a jak tu trafiłeś? - zapytałam. Interesowało mne, jaki kit spróbuje mi wcisnąć - niesłusznie wygnany z watahy wojownik, słabe ogniwo w stadzie czy sierota, który od lat błąka się samotnie po tym świecie?
- Wiesz, zwykle nikomu tego nie mówię, ale ty wydajesz mi się być inna niż wszyscy - zaczął Bajamonte. - Ja... urodziłem się jako bóg, ale zostałem wygnany za morderstwo, którego nie popełniłem.
No, czyli tak jak podejrzewałam, tylko w mocniejszej wersji. W Byłam skłonna nawet uwierzyć w tę historyjkę, nie licząc jednak słów: "którego nie popełniłem".
- A ty? - zapytał Bajamonte, podduwając mi miseczkę z herbatnikami. Wzięłam jeden z nich i delikatnie ugryzłam. Smakowo niczym się nie różnił od innych herbatników. Co więcej, sam Bajamonte również poczęstował się jednym z ciasteczek.
- Naprawdę dobre - pochwaliłam, gdy już przełknęłam kęs. - Ja się tutaj urodziłam. Całe życie spędziłam na tych terenach.
- Och, czyli nie widziałaś jeszcze świata?
- Nie - skłamałam. Tak naprawdę odwiedziłam kilka ważnych dla mojej rodziny miejsc, ale uznałam, że lepiej będzie, jeśli mój nowy kolega się o tym nie dowie.
<Buster?>

czwartek, 6 lipca 2017

od Exana cd Zeah

 To co sobie pomyślałem, to aż trzasnęło mną. Może i jest demonem, ale z uczuciami. Myślałem, że jest bezlitosną morderczynią, która gdyby mogła... rozniosłaby mnie na cacy.
~ Exan, to demon...ona cię zwodzi- odezwał się moje drugie ja.~ Zamknij się, bądź co bądź to miła osoba. Nie jej wina, że jest demonem.
Przytuliłem się do niej. Zeah zdziwiona, stała jak wryta w ziemię...
- Chodź, zobaczę na oparzenia
Szła ze mną i nadal miała zdziwioną minę. Wziąłem waciki, nasączyłem aromatycznym olejkiem chłodzącym i przyłożyłem na oparzenia.
- Wybacz, nie powinienem cię był atakować, ale narwany jestem na demony- powiedziałem i przyłożyłem kolejny wacik na oparzenie. Hybryda demona syknęła cichutko.
- Nie ma za co, miałeś dużo szans, jestem słaba
- Nie jesteś słaba, jako hybryda demona powinnaś być silna, nie wierć się
- Ale nie jestem silna
- Cicho, nie ruszaj się
Miała kilka oparzeń. Po kilku minutach wyglądała jak zabandażowana mumia, ale nie szału nie było. Chłód jaki niósł olejek, naprawdę dawał radę z tak mocnymi oparzeniami II stopnia
~ Będziesz tego żałował!- odezwał się po raz kolejny moje drugie ja.
- Nie jesteś słaba, jesteś wspaniała

<Zeah?>

wtorek, 4 lipca 2017

Od Bustera CD Noir

Przelustrowałem wilczycę wzrokiem. Wyglądała słodko - zdecydowanie słodko, jak na nią.
- Wyglądasz uroczo - stwierdziłem od razu. - Szykuje się romantyczny związek - powiedziałem, szczerząc się jak głupi do sera.
Od razu spiorunowała mnie wzrokiem. Odwróciłem od niej wzrok, jakby nigdy nic.
- Przysięgam, że kiedyś się zrewanżuję - zmrużyła oczy, mimo wszystko delikatnie się uśmiechając.
- Dobrze, dobrze. Chodźmy już, bo Bajamonte pewnie umiera z tęsknoty - wyszeptałem pod nosem, ponownie dusząc w sobie śmiech.
- Ty też zaraz umrzesz, jeżeli nie przestaniesz - rzuciła w moją stronę, delikatnie przeczesując grzywkę łapą.
W sekundzie się przymknąłem. Myślę, że taka wadera jak ona, mogłaby zrobić to bez najmniejszego trudu.
***
W ciągu kilku minut udało nam się zawędrować w okolice jaskini Bajamonte. Podczas gdy ja - bezszelestnie wcisnąłem się pod osłonę krzaków, Noir pewnym krokiem zbliżyła się do wejścia od jaskini basiora. Z początku przeprowadziła z nim krótką rozmowę, stojąc za progiem, po czym weszła do środka typowo kobiecym krokiem. Ledwo udało mi się dostrzec, jak przysiada naprzeciw niego przy stole. Za pomocą słuchawki i mini mikrofonu, który symulował kolczyk, mogłem bez problemu się z nią kontaktować oraz podsłuchiwać całą rozmowę. Gadali o bzdetach...
- Gdy jego amulet się zaświeci, wyjdzie do innego pokoju pogadać ze swoim szefem. Wtedy możesz się rozejrzeć po jego domu - powiedziałem do małego sprzętu, który trzymałem w łapach. 
- Nie jestem głupia - powiedziała szeptem, gdy tylko Bajamonte ruszył zrobić herbatę.
- A jeżeli zacznie Cię obmacywać, to daj mi tylko najmniejszy znak, a przyjdę i powieszę go za... A, nie musisz wiedzieć - dodałem.
<Noir? xD>

niedziela, 2 lipca 2017

Od Noir CD. Bustera

- Zgoda - warknęłam cicho po chwili namysłu. Przy naszym ostatnim spotkaniu z Bajamonte zapomniałam zwrócić uwagę na słowa nad jego głową, więc należało odrobić zaległości. Dodatkowo, gdybym odpowiednio i przekonująco zagrała, mogłabym użyć mojej mocy czytania w sercach. No i kolejnym argumentem za było to, że już wcześniej udawałam przed naszym "kolegą" kogoś głupszego i milszego dla wszystkich od prawdziwej mnie.
- Naprawdę? Nie myślałem, że się zgodzisz - odpowiedział Buster. Na jego pysku wciąż widniał uśmiech.
- Kiedyś się zemszczę - mruknęłam i odwróciłam się na pięcie. Ruszyłam zdecydowanym krokiem w stronę mojej jaskini. Buster, chyba nieco zaskoczony moim zachowaniem, pobiegł za mną.
- Nie zaczniesz od razu? - zapytał.
- Oj Buster, Buster - westchnęłam, wznosząc oczy ku niebu. - Będę udawać typową ślicznotkę, czy jak to się nazywa. Muszę pokazać, że mi zależy.
~~~
Półtorej godziny później spotkałam się z Busterem przed moją jaskinią. Grzywkę miałam uczesaną, założyłam różową czapkę poprzetykaną srebrną nitką, z broszką w kształcie motyla. Przez grzbiet przewiesiłam zamiast gitary niewielką skórzaną torbę, w której schowałam ukochaną zieloną czapkę. Zbyt dużo razem przeszłyśmy, bym mogła ją zostawić na tak ważną akcję.
- I jak? - zapytałam. - Myślisz, że to wystarczy?
<Buster?>

piątek, 30 czerwca 2017

Od Zeah cd Exan

— Bo ja wiem? Niektóre demony rozumieją ból czy smutek, to dlaczego by nie miłość? Dla takiej hybrydy jak ja, to raczej nie byłoby trudne. Raczej jest pytanie, czy ktoś jest w stanie pokochać demona. — zaśmiałam się krótko, lecz ponuro, poddołowana swą wypowiedzią. — Co do umiejętności... Cóż, przywołanie zmarłych czy słyszenie gdy ktoś umiera jest mało przydatne. A lewitację i teleportowanie się już widziałeś. — zataiłam fakt o panowaniu nad Czarnym Ogniem i zmianie snów. Co za dużo informacji o mnie to niezdrowo. Doskonale wiem, że jak na demona jestem słaba. To Staze przejęła znaczną część mocy, jeszcze przed naszym urodzeniem.
— Przywołanie zmarłych? Kogokolwiek?
Zerknęłam na basiora przez ułamek sekundy.
— Tak, o ile nie jest skazańcem. A co, chciałbyś kogoś spotkać? — zagadnęłam, a w moich oczach pojawił się złośliwy błysk.
— Nie, nie... Tylko tak spytałem... — wlepił wzrok w ziemię. — A zaprezentujesz mi jedną ze swoich mocy?
— Co najwyżej mogę cię zepchnąć do Podziemi. — przekrzywiłam głowę w psychicznym uśmieszku.

< Exan? C: >

od Exana cd Zeah

- Gdybyś miała okazję, na pewno byś mnie zabiła- burknąłem nieco skrzywiony- demony tak mają
- Oj, ale nie ja- oznajmiła Zeah po czym spojrzała w odbicie wody- na serio mówiłeś o tym zabijaniu?
- Nie na serio, ale nigdy nie walczyłem z demonem- burknąłem dziarskim tonem- a chciałbym
- No to masz okazję- rzekła beznamiętnie i uśmiechnęła się podle.
Na moim pyszczku zawitał lekki uśmiech. Na demony mam sposoby.
- Czekam na twój ruch- oznajmiłem i przygotowałem się do walki, zdejmując z siebie szalik, a medalion w kształcie znaku omegi, gdzie w środku tego znaku widniała litera "A". Zeah była demonem, więc nie powinna czuć skrupułów, aby zaatakować.. nawet zdradliwie. Rzuciła się do ataku. Zamknąłem na chwilę oczy i przez ułamek sekundy przypomniałem sobie kołysankę jaką nuciła mi matka, kiedy nie mogłem zasnąć.
https://www.youtube.com/watch?v=aatr_2MstrI
Kołysanka jakby sama grała mi w głowie, słyszałem głos swojej matki... pełne miłości i czułości. Otworzyłem oczy i w rytmie tej muzyki nuconej przez moją matkę, tlił się we mnie czysty ogień. Uniknąłem przed wielkim ciosem demona i ciąłem ogniem, który wyglądał jak bicz. Demon uniknął bicza i przygwoździł mnie do ziemi, próbując ugryźć w szyję.  Zmierzyłem ją swoim ognistym wzrokiem. Demon zaczął wyć z bólu jakiego przeszył go ogień. Błysk, iskry się sypały i zapach spalonego futra. Demon leżał na ziemi.
- Zeah przepraszam cię, wstań- podałem jej łapę, aby mogła wstać. Zeah wspomagając się moją łapą wstała i obczepała się z nadmiaru piasku i ziemi. Drogę później jaką pokonaliśmy wiodła do wodopoju
- Jakim cudem mnie pokonałeś, zazwyczaj demony są te mocne
- Po prostu, jest jedno co demon nie zrozumie
- No co?
- Miłość- oznajmiłem i swój lekki uśmiech skryłem w szaliku którym się zakryłem- a teraz ty pokażesz co potrafisz?

<Zeah? byłbym świnią, gdybym nie dał ci pola do popisu xD >

Od Bustera CD Noir

- Na razie tylko się z nim pobawimy - szelmowski uśmieszek od razu zawitał na moim pysku. - Kiedy następnym razem podwinie mu się noga, zdemaskujemy go - podniosłem się z ziemi.
- Myślę, że w tej chwili przebywa w swojej jaskini - stwierdziła Noir, również szykując się do dalszej wędrówki.
- Kto wie? Może znowu rozmawia z tym swoim "szefem" - zmieniłem lekko barwę głosu, wypowiadając ostatnie słowo.
- Ruszajmy.
***
W ciągu kwadransu udało nam się przebyć nieduży odcinek trasy. Z tego co udało nam się wywnioskować, Bajamonte był w środku. Jego rozmowy można było usłyszeć z odległości kilku metrów. Miał dosyć donośny głos, tak samo jak wilk z hologramu.
- Mam pewien głupi i niemoralny pomysł - wyszeptałem w stronę towarzyszki.
- Zapowiada się ciekawie... - rzuciła, delikatnie wychylając głowę zza krzaka.
- Będziesz się do niego przymilać - ledwo co udało mi się przydusić w sobie śmiech.
Wilczyca od razu przeniknęła mnie swym morderczym wzrokiem. Zachichotałem, patrząc na jej widocznie zdenerwowaną minę.
<Noir? (Geniusz Vane)>
Ps. Sorki za długość