piątek, 30 czerwca 2017

Od Zeah cd Exan

Przekrzywiłam głowę.
Zaczęłam pojawiać się w różnych miejscach, zostawiając za sobą migające postaci.
W odpowiedzi pojawił się ogień. Zatrzymałam się tuż przed basiorem.
— Czyli jednak atakujesz? — uśmiechnęłam się, niewrażliwa na żar.
Cholernie bolało, bo choć panowałam nad ogniem, to nie byłam na niego odporna. Ale wiedziałam, że jak mu to pokażę, będzie nadal walczył przy jego pomocy.
Dmuchnęłam w palącą się grzywkę.
— W tym momencie, mógłbyś wylądować w jednym z odpowiedników Piekła. — zachichotałam, rozpływając się powoli w mroku. — Ale nie zrobię tego, jedynie dlatego, bo wiszę ci przysługę. — Dokończyłam ciszej na pożegnanie.
~~~
Zanurkowałam pod wodę i zatrzymałam się dopiero na dnie, spokojnie siadając na piachu. Zerknęłam w górę, na gwiazdy. Stąd wyglądały także pięknie. Takie małe, srebrne punkciki, tańczące z załamaniami światła...
Lekko rozchyliłam pysk, by parę wdechów tlenu wyleciało w górę.
Czułam się tak, jakby ulatywało ze mnie życie. Czy tak czuły się te wszystkie dusze, gdy jeszcze posiadały ciało?
   Poczułam szarpnięcie w górę. Po chwili leżałam na brzegu, wypluwając wodę.
— Siema staruszku. — wybełkotałam między wyksztuszaniem.
— Znowu, Zeah, znowu?! — W głosie granatowego basiora było słychać rozpacz. — Znowu próbowałaś to zrobić?!  Już piąty raz cię ratuję... Nie wspominając, ile razy robiły to duchy i Staze! — potrząsnął mną.
— A jeśli nawet? Nie mam po co istnieć, nawet jako hybryda dwóch światów.
Wstałam i wyprostowałam się, by choć trochę dorównać wzrostem ojcu.
< Exan? C: >

czwartek, 29 czerwca 2017

od Exana cd Zeah

- Cóż miałbym dwa wyjścia... albo powiadomić o wszystkim władzom watahy, albo... zabić cię- odrzekłem i spojrzałem na nią też, naśladując jej psychopatyczny uśmieszek. Wadera uśmiała się, ale wiedziała że nie miałem zamiaru jej atakować, bynajmniej na razie nie. Wyszczerzyłem się do niej. Zrobiło się na prawdę zimno tym razem, owinąłem się szalikiem, a noc powodowała że nic nie widziałem. Rozpaliłem ognik, który krążył za mną.

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgFvzZosumOdaQNqn_ol1yjrxQJVjxoBPXEwXXGc9Q12OqKxVV9WtedvSkwDJqfCLdM3AVzCQe0-XtSR5PgotW2sqhvPvCKS_mARzDW6xi2N7-c1F0WymysOducZxgaR74QveWkR7FzkiRq/s1600/_20170613_073429.JPG
Zeah wylądowała nagle i stanęła przede mną. Chyba nie miała złych zamiarów. Chyba...
- Na pewno byś mnie chciał zabić?- zapytała nieco niewinnym tonem, ale w rzeczywistości w każdym momencie była gotowa aby zaatakować. Mam się bać i uciekać, czy czekać aż coś zrobi.
- Zeah, nawet nie próbuj... jestem odporny na twoje demoniczne moce
Zeah oblizała się... co ona kombinuje
- Zeah, co ty kombinujesz?!

<Zeah?? tylko nie bij >

Od Zeah cd Exan

Powiedzieć, nie powiedzieć?
— Jak już wspominałam... — westchnęłam, dzieląc każde słowo na sylaby — Te ścierwa były trupami, ale ktoś je ożywił. Ewentualnie opętał ich demon. Lub zostały stworzone. Tak zwane sztuczne życie.
— A... Skąd wiesz, że to były zmarłe istoty?
Warknęłam, wznosząc swe oczy błagalnie ku niebu. Osioł...
— Gdybyś mieszkał w Hadesie, rozpoznawałbyś trupy nawet bez patrzenia na nie. — wyrwało mi się.
Wyglądał, jakby dostawał zawału. Słyszałam tłuczenie jego serca.
— Hadesie? Czyli... — jego spojrzenie wbiło się w ziemię. Mruknęłam ciche " Hmf". — Czym ty jesteś w takim razie, o ile mnie nie okłamujesz?
Pora na zabawę!
Uniosłam się w powietrze, może z trzy metry nad ziemię.
— A jakbym ci powiedziała... — zachichotałam, na chwilę przerywając wypowiedź, a w moich oczach odbiły się  kolory sierści, zmieniając je na  krwiścieczerwony — ...że jestem demonem, to co byś zrobił?
Przekrzywiłam lekko głowę w psychopatycznym uśmieszku.
W razie ataku, mogłam się zawsze przetelportować, więc pozwalałam sobie na zaczepki.


< Exan? c: >

Od Felhő cd Rina

Cicho prychnęłam. Poczekam...
Zaczęłam szukać swych notatek. Było tam coś, co mogło mi się przydać...
***
— No chyba coś ci się pomyliło! — warknęłam przez zęby. — Nawet jeżeli mam parę demonów w grupie, takich jak Zeah, nie oznacza to, że jestem zdrajcą! Wprawdzie nie wiem, kto jeszcze nim jest, ale jestem w stanie—
— Spokój!
Dumnie uniosłam łeb, twardo patrząc w oczy mężczyzny. Wprawdzie mogłam zmienić swą postać, jednak na razie nie było takiej potrzeby.
— Nie mów do mnie jak do psa! — fuknęłam.
— A niby czym jesteś?! — zaczął się śmiać.
— Po cóż ci prowokowanie mnie? — zrobiłam krok w przód, na co momentalnie zamilkł — Być może jesteś wyższej rangi i starszy ode mnie, azali poziom twej mądrości czy walki na to nie wskazuje.
Niemal widziałam, jak trybiki w jego głowie zaczęły się powoli poruszać.
— Ty mała...
Nim dokończył, byłam już w progu, po chwili kierując się korytarzami do wyjścia.
***
Wracając na tereny, od razu dostrzegłam, że nic się nie zmieniło w stanie nieba. Ściągnęłam swój talizman, zaplątując go o łapę. Odgoniłam ogonem komary i ruszyłam ku jaskniom.
         Miałam ochotę ryczeć. Około jednej czwartej wilków było martwych, a reszta spała. A może raczej... Została czymś nafaszerowana? Nikogo nie dało się obudzić.
Głęboko oddychałam, znów przybierając spokojny wyraz pyska. Dręczyło mnie jedno pytanie. Dlaczego to coś ominęło mnie i Rina?
Zabrałam jednego trupa na cmenatrz i zaczęłam kopać dół. Potem kolejny i kolejny.
Gdy ciągnęłam dwóch generałów do wykopów, których serca się zatrzymały, na karku poczułam czyjś dotyk, szarpnięcie i brak gruntu pod łapami. Opuściłam uszy w ostrzeżeniu.
Psychopatyczny uśmiech, czerwone włosy... Niby znajome, kojarzę je, jednak nie wiem skąd.
— Czego chcesz, demonie? — warknęłam. Jego pazury wbiły mi się w grzbiet, a krew zabarwiła moją sierść. Gdyby wiedział, bardziej by uważał...
— Tylko i wyłącznie—
Nie dokończył, bo został zaatakowany od tyłu.
Poleciał na ziemię, puszczając mnie tuż przy niej. Cudem uniknęłam bolesnego upadku.
Kiwnęłam głową na dwa lisie duchy.
Nie miałam na tyle energii, by utrzymać chowańce. W ciągu sekundy znaki na mym grzbiecie rozbłysły, a one znikły.
— Sprytne... — zarechotał. Gwałtownie się odwróciłam.
Momentalnie poczułam, jak ktoś wypycha m o j ą duszę z m o j e g o ciała.
— Teraz, jak tylko będą chcieli zabić mnie... — dobiegł mnie stłumiony głos, gdy kuliłam się w ciemnościach ze łzami w oczach — Zabiją i ciebie.
W tym momencie nie przejmowałam się sobą, a medalionem i pozostałymi wilkami z watahy.

< Rin? Wspominałam, żeby trzymać mnie z dala od anime, bo zaczynam mieć dziwne pomysły? Nie? To teraz powiadamiam. Tylko już za późno. Hahaha... ha... ha... ha... Nawet nie będę czytać co napisałam... >

środa, 28 czerwca 2017

Od Rina Cd. Felhő

To jest zbyt podejrzane... Ten urok na pewno nie został rzucony przez przypadkowego demona... Zrobiłem krok do przodu i jak na zawołanie zerwał się silny wiatr, który potargał na wszystkie strony moje futro. Muszę jak najszybciej znaleźć tego demona lub samemu przerwać ten cały urok. Nie wiedziałem czy jest rzucony tylko na nas, czy też na większości innych wilków.
- Radziłbym zostać w jaskini... - Zwróciłem się do wadery.
- Co? A ty gdzieś idziesz? - Spojrzała na mnie, przez co trochę dziwnie się poczułem, a przed oczami stanęły mi nie pożądane wspomnienia. Czy to też sprawa tego cholernego czaru? Za pewne tak...
- Muszę coś z tym zrobić... - Ruchem głowy wskazałem na niebo.
- Pójdę z tobą...
- Wolałbym nie....
- Czemu? - Skrzywiła się niezadowolona.
- Bo nie... - Wywróciłem oczami i ruszyłem przed siebie, nie dbając o to czy za mną idzie czy nie...
Najpierw muszę znaleźć tego demona, a jeśli go nie znajdę, będę musiał użyć swoich mocy...

< Felhő? >

wtorek, 27 czerwca 2017

od Exana cd Zeah

 To było trochę dziwne jak na wygląd tych wilków. Myślałem, że zombie to raczej bezmózgie istoty z odpadającą skórą, ze smętnie zwisającymi oczami z oczodołów, a z pysków utaczających się obrzydliwa substancja. Oni na zombie nie wyglądali według mnie~ pomyślałem, skrzywiając lekko usta. Poza tym byli oni rozumni i reagowali na wszystko co do nich powiedziałem, a ten drugi chciał nawet opanować mój umysł. Gdy tylko poszliśmy nad rzekę, aby się napić i przy okazji umyć si. Zeah wyglądała jakby nadal o tym myślała...  No nie dziwię jej się, że ciągle się tym przejmuje. Ja też bym się przejął gdybym miał przed sobą wilka- zombie który wygląda jak zwykła żywa istota. Właśnie to mnie przerażało, że nie wiesz kim tak naprawdę twój przeciwnik. Okropne i przerażające...
Gdy podszedłem do niej bliżej i spojrzałem jej w oczy..
- Czy mógłbym ci jakoś pomóc?- zapytałem
- Nie, dzięki... i dziękuję, że uwolniłeś mnie od tych zombiaków
Ale nadal mnie to dręczyło, co na temat wyglądu tych wilków
- Zeah, skoro to były zombie, to czemu oni wyglądali jak żywe istoty?

<Zeah?>

Od Sagema CD Mizu

Przeniosłem się myślami do wydarzenia sprzed kilku godzin... Same niewyraźne sylaby, które kończyły się cichym skomlaniem. Jakby błaganiem o pomoc... Podszedłem do okna, za którym rozprzestrzeniał się poranny krajobraz. Drzewa były owinięte jasną łuną słońca, które delikatnie wychylało się zza chmur.
- Coś o tym, że... Jesteś martwa... Twoja dusza gnije, a ty sama powoli umierasz - powiedziałem, cicho wzdychając. - Gdy opowiadałem o tym lekarzom, stwierdzili, że był to swego rodzaju atak jakiejś choroby psychicznej. Widziałaś coś, czego nie było... - wyszeptałem, nie odrywając wzroku od okna.
- Sagem, ale ty im nie wierzysz? - zapytała z lekkim niepokojem w głosie.
- Wiesz... Od czasu gdy mój pra dziadek Namir stał się Neurochirurgiem, jego pokolenie również zajmowało się czymś podobnym. W mojej rodzinie było wielu lekarzy, ale nikt nie zajmował się psychiką...
- Czyli mi nie wierzysz? - wtrąciła szybko, zadając krótkie pytanie.
- To nie tak... Po prostu...
- Wierzysz im... - mruknęła, starając się podnieść z łóżka.
Jej próba szybko została zatrzymana przez ból, który napotkał jej łapę. Upadła bezwładnie na łóżko, przy tym mrucząc kilka przekleństw pod nosem.
- Posłuchaj - zbliżyłem się do niej o kilka kroków. Zatrzymałem się dopiero przy posłaniu na którym leżała. - Wierzę Ci, ale rygory w tym szpitalu są tak zawyżone, że nasza aktualna rozmowa jest podsłuchiwana - podniosłem jedną z łap, na której widniał mój elektroniczny zegarek. Wybrałem jeden z przycisków na nim, po czym kontynuowałem. - Za dwie minuty zorientują się, że ich nagły błąd jest wywołany przez osobę trzecią, więc słuchaj uważnie. Nie jesteś na skrzydle szpitalnym, to tylko specjalnie przemeblowany pokój. Tak uważają Cię za wariatkę po tym co robiłaś i jakie bzdury wygadywałaś. Czasy się delikatnie zmieniły i każde opętanie przez cokolwiek, uznają za chorobę psychiczną. Tak, myślą nad zamknięciem Cię w psychiatryku. Ten pokój jest odporny na magię, lecz nie na magiczne przedmioty. W półce nocnej umieściłem mój naszyjnik, który pozwoli Ci przeteleportować się w dowole miejsce - kątem oka wskazałem na szafkę. - O 1:00 w nocy wyłączę im kamery, więc będziesz miała jakieś pięć minut na wyrwanie się stąd. Powodzenia - uśmiechnąłem się delikatnie, odchodząc w stronę drzwi. - I do zobaczenia - zamknąłem za sobą pomieszczenie.
Od razu po wyjściu włączyłem wszystkie podsłuchy szpitalne. "Mała awaria" - zaśmiałem się pod nosem.
<Mizu? Tak, jestem genialna. Wiem o tym B) >